Sudeckie wakacje

Zgodnie z zapowiedziami członkowie Katolickiego Klubu Turystycznego „Wędrowiec” w czasie wakacji nie siedzieli na kanapach przed telewizorami, ale spędzali je aktywnie. Po kolejnej jednodniowej wyprawie w połowie lipca przyszedł czas na coroczne wakacyjne „Wędrowanie z Bogiem”. Tym razem wyprawa trwała dziewięć dni, a szlaki wiodły przez Sudety. Trasy były naprawdę wymagające, ale piękno krajobrazów i rozsądne rozłożenie sił pozwalały na ich pokonanie.

Nie tylko piesze wędrówki były celem tego wyjazdu. Najważniejsze to wspólne bycie razem, nie tylko z sobą nawzajem, a przede wszystkim z Nim. Zarówno w codziennej Komunii św., jak i w zmaganiu się z codziennością tych dni: sprawami, które zostały w domu, ciężarem plecaka, czy bolącymi nogami. Zaczęliśmy wspólne wędrowanie w pierwszą sobotę sierpnia, która była równocześnie świętem Przemienienia Pańskiego. W kolejnych dniach przewodnikami po duchowych ścieżkach byli wielcy święci i błogosławieni, których wspomnienie kolejno obchodziliśmy: bł. Edmund Bojanowski, św. Dominik, św. Edyta Stein, św. Wawrzyniec, św. Klara i św. Maksymilian Maria Kolbe. Cały ten czas od 6 do 14 sierpnia 2016 r. był wypełniony przykładami różnych postaw i dróg: pracowitych i mistycznych, cichych i spędzonych w klasztornych murach, a także pełnych werwy i wypełnionych działaniem, nierzadko trudnych, obfitujących w brak zrozumienia i samotnych. Wszystkie z tych dróg miały wspólny mianownik: prowadziły do Boga, do świętości. Pomimo upływu lat, a nawet wielu wieków, każda z tych postaw i ścieżek jest nadal wzorem do naśladowania i drogowskazem na naszych drogach. Pokazuje, że wystarczy wierzyć Bogu i iść jego drogami, a zwykły człowiek staje się świętym.

Pierwszym celem naszej wędrówki była Sępia Góra, z przepiękną panoramą na leżący u jej stóp Świeradów Zdrój i nasz pierwszy nocleg: schronisko na Stogu Izerskim. Pod naszymi nogami było całe skalne bogactwo Gór Izerskich, znanych z występowania cennych kamieni. Nie znaleźliśmy żadnego z nich, ale mamy w pamięci złoty blask wschodzącego słońca, widocznego ze Stogu Izerskiego. Następny dzień to przejście przez grzbiet Wysokiej Kopy i torfowisk, do Szklarskiej Poręby skąd, podziwiając po drodze wspaniały wodospad Kamieńczyka, wyszliśmy na Szrenicę. Wchodząc w wysokie partie Karkonoszy wędrowaliśmy kolejno dołem i górą charakterystycznych dla nich utworów polodowcowych i niwalnych, zwanych kotłami, z firanami skał opadających pionowo w dół i krystaliczną czarno-błękitną wodą u ich podnóży. Na tym odcinku szlaku podziwialiśmy też liczne skałki o fantazyjnych kształtach i równie niezwykłych nazwach: Pielgrzymy, Słonecznik, Trzy Świnki. Wspięcie się na Śnieżkę – najwyższy szczyt Sudetów było już prawie obowiązkiem.

Zeszliśmy szlakiem po stronie słowackiej i w kolejnym dniu wędrowaliśmy po Rudawach Janowickich – niskich wzniesieniach po północnej stronie Karkonoszy, skąd poszliśmy do Krzeszowa nawiedzając znane Sanktuarium Matki Bożej Łaskawej ze wspaniałą Bazyliką Mniejszą. Nocleg w tamtejszym starym opactwie cystersów, a obecnie klasztorze Sióstr Benedyktynek, był prawdziwie królewski. Ogromne, wygodne pokoje i łóżka ze śnieżno-białą pościelą stanowiły niezwykłe zjawisko, szczególnie odmienne od klitek w górskich schroniskach i piętrowych, czasem nieco chwiejnych, pryczy. Krzeszów to były już Góry Kamienne, po których wędrowaliśmy przez zaniedbane uzdrowisko w Sokołowsku, o którego dawnej świetności świadczą pozostałości starej, willowej zabudowy. Na zakończenie kolejnego dnia wspięliśmy się na najwyższy szczyt tego pasma zwany Waligórą. Piątek spędzaliśmy po części na pieszym szlaku, ale także przemieściliśmy się pociągiem w Góry Stołowe. Wędrując nawiedziliśmy Sanktuarium Najświętszej Maryi Panny w Wambierzycach i wyszliśmy do schroniska na Szczelińcu Wielkim. Kolejny dzień to atrakcje w postaci zwiedzania niesamowitych form skalnych Szczelińca i Błędnych Skał. Uwolnieni na chwilę od plecaków, które nie zmieściły by się w wąskich przejściach tras turystycznych, wyginaliśmy się wciągając brzuchy, żeby się prześlizgnąć pomiędzy głazami i wyciągaliśmy szyje, żeby zobaczyć wszystko dookoła, w górze i w dole. Ostatni dzień to kolejne zwiedzanie, tym razem tworów człowieka: ruchomej szopki i organów – misternego dzieła życia jednego człowieka, oraz Kaplicy Czaszek w Czermnej – równie pieczołowitego tworu, przypominającego dobitnie o nieuchronności śmierci. W drodze powrotnej wstąpiliśmy do Kudowej Zdroju, gdzie powitał nas klimat prawdziwego kurortu z deptakiem, palmami i fontannami. Ostatnim etapem pieszego wędrowania było przejście do Lewina Kłodzkiego, skąd autobusem wróciliśmy do Rzeszowa.

Cała trasa to zmienne krajobrazy i klimaty, słońce, odrobina deszczu i mgły. To niezapomniane wrażenia, panoramy i szlaki. To wspaniałe poczucie wolności i spokoju na tarasach schronisk, gdzie wieczorami nie trzeba się już było nigdzie śpieszyć i można było całym sobą chłonąć spokój i ciszę, jakże odmienne po całodziennym ruchu i gwarze licznych turystów. To w końcu gwiaździste niebo, światła w dolinach i wschody słońca wynurzającego się zza gór.

Dziękujemy Ci Panie, za siły i wolę, aby pójść, być z Tobą i wrócić bogatymi we wszystko czym nas obdarowałeś.


Agata Dąbal

 

Opublikowano dnia: 02.10.2016